"Miałem sen …" - ten początek przemówienia przeszedł do historii za sprawą Martina Luthera Kinga. Z pewnością wielu z nas rozpoczyna dzień od podobnych słów, z tą małą różnicą, że nie zawsze wpływają one na zapisy w kronikach dziejopisarzy. Allison Rossett w swoim artykule Overcoming Insomnia in the Big Tent of
e-Learning nie bawi się może w Napoleona zmieniającego historię, ale również
pisze o snach. Osadzone są jednak, jak sam tytuł wskazuje, w realiach zdalnego
nauczania. Jak to przeważnie ze snami bywa, pierwszy opisywany przez Allison
to sielanka, w której szefowie firm wychwalają zalety e-learning'u (jak pisze
sama autorka: "… oczy im błyszczą na myśl o obietnicy zredukowanych kosztów,
standaryzacji wiadomości i możliwości ciągłych aktualizacji."), drugi sen
to koszmar - pracownicy rozważają sens uczestnictwa w szkoleniach online, materiały
szybko się dezaktualizują etc. Autorka zastanawia się więc także nad możliwością
zapobiegania e-learning'owym koszmarom. Bez wątpienia, według Rossett, ma na
to wpływ właściwe zastosowanie technologii, kluczowej dla procesów zdalnego
nauczania.
Rozpatrując słowo "sen" z perspektywy Anglika, wiemy, że dream
oznacza zarówno "śnić", ale też "marzyć". I chociaż w języku
polskim znaczenia te zbiegają się w pojęciu "marzenia sennego", to
w rzeczywistości istnieje między nimi istotna różnica. Marzenia zostawiają nam
cień szansy na realizację, podczas gdy sny z reguły nie ucieleśniają się w życiu
codziennym, a co najwyżej ich treść od niego zależy. Dlatego, myślę, lepiej
o możliwościach zdalnego nauczania marzyć, oczywiście zakładając, że jest to
równocześnie dążenie do realizacji nowych rozwiązań w tym zakresie. Co do snów,
życzę wszystkim czytelnikom PUWletter'a tych spokojnych i kolorowych. I, jak
zwykle, zachęcam do lektury (może być do poduszki) :-) (tom)